poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 5

Wyjrzałam zza rogu.
Po środku korytarza stały dwie postacie. Dziewczyna i chłopak. Rozmawiali przyciszonymi głosami, jednak udało mi się usłyszeć strzępek ich rozmowy.
      ~ Czemu to robisz? Dlaczego tak mnie gnębisz? - dziewczyna spojrzała w oczy chłopakowi.
Spojrzał na nią zdziwiony.
       ~ Ale co ja ci zrobiłem? Wiesz przecież że cie kocham!
       ~ Nie, ty mnie nie kochasz. Widzę przecież jak łazisz z innymi dziewczynami! - Odpowiedziała drżącym głosem.
       ~ To nie tak! Cyziu! Nigdy bym cię nie zdradził. - Uspokoił Narcyzę Lucjusz.
Przytuliła go do siebie.
       ~ Mam na dzieję, że nie kłamiesz. Spojrzała smutno na swojego chłopaka.
Uśmiechnął się do niej.
       ~ Nie kłamię. Poczekaj tu chwilkę. Mam dla ciebie niespodziankę! - Dziewczyna uśmiechnęła się.
       ~ No dobrze. Czekam.
Odwrócił się na pięcie i odszedł korytarzem prowadzącym w lewo.
Na tą okazje czekałyśmy!
Spojrzałam na drugą stronę korytarza. Zza zakrętu wychyliła się Alice. Mrugnęła do mnie. Już czas.
       ~ Ładnie to tak wieszać ludzi do góry nogami? - Głos Alice potoczył się echem po korytarzach.
Narcyza podskoczyła jak oparzona i spojrzała w stronę miejsca gdzie jeszcze przed chwilą widać było głowę Aice.
       ~ Kim jesteś i czego chcesz? - Odpowiedziała przestraszonym głosem choć stanowczo.
       ~ Och to proste - zemsty! ~ Z kolei mój głos przerwał ciszę.
Narcyza rozejrzała się zdezorientowana.
       ~ Następnym razem zastanów się dwa razy zanim zaczniesz znęcać się nad kimś, a szczególnie nad Sonią!
        Jak  wyskoczyłyśmy zza zakrętów. Była otoczona. No prawie bo miała jeszcze dwa korytarze do ucieczki, ale chyba nadto się bała by pomyśleć o ucieczce.
 Uniosłam różdżkę. Alice poszła w moje ślady.
Wszystko potoczyło się tak szybko, ze musiała minąć chwila zanim zrozumiałam co się stało.
         W tej samej chwili ja i Alice rzuciłyśmy klątwy. Trzy strumienie światła pomknęły w stronę Narcyzy. Nagle z korytarza w którym zniknął Malfoy, wyskoczyła Sonia i popchnęła Narcyzę tak, że ta upadła na ziemię. Sama Sonia nie zdążyła jednak uniknąć zaklęć. Gdy trzy zaklęcia uderzyły w dziewczynę, ta na chwile uniosła się na kilka centymetrów i jakaś siła popchnęła ją na ścianę. Upadła bezwładnie.
Podbiegłyśmy do niej.
        Na twarzy, i na rękach zaczęły pojawiać się czarne pasy. Nie wiedziałyśmy jakie będą skutki połączenia się trzech zaklęć, ale wiedziałyśmy ze to nie będzie nic dobrego.
Chwila, chwila! TRZY zaklęcia?
Obie odwróciłyśmy głowy w stronę z którego błysnęło trzecie zaklęcie.
W cieniu stała jakaś postać.
        ~ Ktoś ty? - Zawołała Alice.
Z cienia wyszedł chłopak, i to nie jakiś tam chłopak tylko Remus Lupin w własnej osobie!
        ~ Remus? - Spytała z niedowierzaniem Alice.
- A co ty tu robisz?
Ale on jakby nie usłyszał jej pytania. Jak w transie przeszedł między nami, i ukląkł przy, teraz już wyraźnie pasiastej Soni.
 Przyłożył do jej szyi dwa palce i sprawdził tętno.
Pokiwał głową i wziął ją na ręce, ostrożnie jakby była ze szkła, po czym ruszył w stronę z której przyszedł.
         ~ Remus? - Zapytała już ciszej. Znowu nie odpowiedział.
        Spojrzałyśmy na siebie, nie bardzo wiedząc co mamy robić.
Po chwili wahania ruszyłam za nim, a Alice zrobiła to samo.

Hej, sorki, że dopiero teraz to publikuje.
Wesołych Świąt!

                                                                                                          ~MoonLight

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz