~ No nie gadaj! -Syriusz o mały włos nie zakrztusił się poranna owsianką.
Spojrzałem po reszcie mojej paczki. Wszyscy wytrzeszczali na mnie gały z niedowierzaniem, jedynie Łapa wyszczerzył się do mnie.
~ No nareszcie! Myślałem, że nigdy nie przestaniesz świrować! Stary! Teraz świat stoi przed tobą otworem! Wszystkie laski się zlecą! Tylko pamiętaj, że fajniejsze są moje! -Puścił do mnie oko.
~ Taa… jasne. Przepraszam was na chwile, zostawiłem podręcznik do zaklęć w dormitorium. Spotkamy się w klasie. - Ruszyłem w stronę naszego pokoju.
Czułem na sobie spojrzenia przyjaciół. Wiedzieli, że tak naprawdę po prostu chcę pobyć chwilę sam. Nie poszedłem do dormitorium. Tak naprawdę nie zwracałem uwagi na to gdzie idę. Nogi niosły mnie same. Do zaklęć zostało jeszcze 20 minut. Nawet nie zauważyłem, kiedy znalazłem się przed biblioteką. Wszedłem do środka i usiadłem przy małym stoliczku w rogu. Nie było wiele osób- grupka Krukonów na oko z 4 roku, dwie Puchonki plotkujące i chichoczące przy półce, jakiś Ślizgon rozmawiający z… Sonią?
Podszedłem bliżej chcąc podsłuchać o czym rozmawiają. Nie wyglądało na to by czarnowłosy chłopak jej dokuczał. Czemu Sonia z nim gada? Co to za typ? Chłopak nagle wyjął różdżkę i wyczarował Sonii królicze uszy.
***
Zaśmiałem się głośno. Sonia wyglądała naprawdę malowniczo z uszami i z tą plamą na szacie!
~ Tak Ci do śmiechu Ślizgonie? Może teraz przestanie Ci być tak wesoło! -Usłyszałem głos zza Soni.
Stał tam ten wszystkim dobrze znany, pyszałek, Potter.
Coś błysnęło na niebiesko i poczułem ciarki w okolicach skroni. Po chwili wymacałem duże kozie rogi na swojej głowie. Wściekłem się.
~ Co Potter? Myślisz, że jesteś taki fajny bo umiesz czarować? Uwierz mi ta panienka nie padnie Ci do nóg dziękować!
Sonia spojrzała na mnie zdezorientowana.
~ Wybacz mu Soniu, ten baran jest zbyt głupi by się z nim zadawać, choć. -Wziął dziewczynę za rękę chcąc ją zabrać z sali.
W tedy Sonia się ocknęła. Wyrwała rękę zdumionemu Potterowi i podeszła do mnie.
~ Jack wybacz mu. Wiem, że czasem zachowuje się jak przygłup ale lubię go. -Spojrzała na zdezorientowanego Pottera z politowaniem, co bardzo mi się spodobało.
~ James, to jest mój brat, Jack. Teraz proszę odczaruj mojego brata. - Słowa "mojego brata" powiedziała z takim naciskiem, że ten młotek się zarumienił, gdy zdał sobie sprawę jaką gafę popełnił. Szybko zdjął zaklęcie i mruknął jakieś niemrawe "przepraszam" w moim kierunku. Po czym ruszył w kierunku wyjścia.
~ Pójdę z nim. Zaraz mamy razem zaklęcia a sądzę, że może ma mi coś do powiedzenia. -Mrugnęła do mnie i dała mi buziaka.
~ Dzięki za astronomię! -I wyleciała z sali.
Totalnie zapomniała o króliczych uszach. Już miałem za nią zawołać ale wstrzymałem się. Niech będzie trochę ubawu. Uśmiechnąłem się pod nosem, zebrałem rzeczy ze stolika, schowałem je do torby i ruszyłem w stronę wyjścia, po drodze przyglądając się jakiejś fajnej lasce z Hufflepuffu.
***
Godzinę wcześniej
~ CO?! -Łyżka z owsianką spadła na podłogę.
~ Już?! Nie przesadzaj! A właśnie zaczęłam wam układać wspólną przyszłość! -Lucy spojrzała na mnie udając załamaną.
Wzruszyłam tylko ramionami i zaczęłam nalewać sobie herbaty gdy przysiadła się do nas Alice. Ale nie zauważyła, że nalewałam gorący napój i potrąciła mój łokieć. Herbata wylądowała na mojej szacie. Miałam to szczęście, że udało mi się nie poparzyć ale szata była do prania. Alice spojrzała na mnie. Powiedziała tylko "Ups" i już zaczęła trajkotać z Lucy. Westchnęłam i pogrążyłam się w myślach wyłączając się na świat zewnętrzny. Jednak nie trwało to długo.
~ Co? Tak późno? A już myślałam, że coś z tego wyjdzie. -Stwierdziła Alice robiąc bardzo zawiedzioną minę.
~ Nic z tego nie wyjdzie! Proszę skończmy już tę rozmowę. -Miałam już dość zachowania przyjaciółek. Wystarczy im powiedzieć, że już się kogoś nie kocha i proszę bardzo! Nie zejdą z głowy przez cały dzień, jak nie więcej.
~ Muszę jedną rzecz załatwić. Spotkamy się na transmutacji. Paa - I poleciałam do biblioteki.
***
~ Ja naprawdę podziwiam mugoli! Jak oni przeżywają bez magii? Tyle rzeczy już zrobili….- Uśmiechnęłam się słuchając trajkotania Artura. Byliśmy w kuchni i piliśmy kremowe piwo. Nasze plany na Hogsemeade nie mogła się udać więc zdecydowaliśmy się na kremowe piwo domowej roboty w Hogwarcie. Skrzaty domowe bardzo dobrze już nas znały i zawsze udawało im się mnie zaskoczyć niezapomnianym i nieporównywalnym smakiem. Byłam szczęśliwa że byłam tylko z Arturem. Wraz z Alice i Sonką dłużej się znałam ale często lepiej się czułam z Arturem. Pewnie dlatego że częściej się z nim widywałam - jako że oboje byliśmy w Hufflepuffie, i na wszystkich lekcjach razem pracowaliśmy.
***
Zapadał już zmrok. Ostatnie promienie słońca przemykały między pniami drzew. Jakaś para gnomów ścigała się wokół krzaczku dzikiej jagody. Poprawiłem zbiór włosów jednorożca który uzbierałem podczas szukania testrali, które chciałem nakarmić. Zacząłem iść w stronę zamku gdy usłyszałem jakiś szelest. Załadowałem kuszę, którą zawsze mam przy sobie i krzyknąłem
~ Kto idzie?! - Mój głos potoczył się echem pomiędzy konarami.
Odpowiedział mi kolejny szelest. Z krzaków wyłoniła się głowa Jamesa. Tylko, że…
~ James! Co ty masz na głowie?! Skąd te rogi?! - Oniemiały patrzyłem na uciekającego oczami chłopaka.
Nagle obok Jamesa pojawiła się kolejna głowa, tym razem bez rogów.
~ To ja mu wyczarowałem Hagrid! ~ Syriusz zamachnął różdżką, a James skrzywił się jakby strasznie go to zabolało i rogi jelenia znikły. Dziwnie to wyglądało ale wolałem się nie mieszać.
~ Co wy tu w ogóle robicie? Nie powinno was tu być! Jak McGonagall się dowie zarobicie kolejny szlaban! - Spojrzałem w krzak zza którego wyszli.
~ Ehhh… Peter, Remus. Wyjdźcie. - Dwóch chłopców wyłoniło się z lekka przestraszonymi minami.
~ Powiecie mi wreszcie co wy tu robicie? - Spojrzeli po sobie.
~ Szukaliśmy korkowych jagód. Z ich soku można zrobić super atrament! - Tłumaczył James.
Coś mi tu śmierdziało ale zrozumiałem, że i tak nic mi nie powiedzą.
~ No dobra chłopaki… Tylko pamiętajcie, żebyście sobie nie zrobili krzywdy… tym atramentem. - Zachęciłem ich ręką, żeby szli przede mną.
~ Ale na dziś koniec poszukiwań. Wracamy do zamku!
~ Nie powiesz McGonagall prawda? Hagridzie! Prosimy! Lupin poszedł z nami bo go strasznie prosiliśmy! to było przez nas! Jeśli McGonagall się dowie odbierze mu odznakę prefekta! - Wiedziałem, że tylko starają się wybronić przed kolejnym szlabanem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Bardzo lubiłem tę bandę darmozjadów.
~ Nie, nie powiem jej. Możecie być spokojni. I zejdźcie już z tego Remusa. - Mrugnąłem do prefekta.
~ Dzięki!!! - Krzyknęli jednocześnie James i Syriusz. I pobiegli przed w stronę zamku podkładając sobie nogi i śmiejąc się głośno. Szybkim krokiem ruszyli za nimi pozostali przyjaciele.
Jednak coś mi się nie zgadzało… Za Syriuszem powiewał długi, czarny, psi ogon…
Chciałem za nimi krzyknąć ale byli już za daleko. Wzruszyłem ramionami, przetarłem oczy i zacząłem przeklinać w myślach zmęczenie i omamy. Skręciłem w stronę mojej chatki.
Hej, przepraszam, że tak długo…
Nie będę wam się tłumaczyć bo po co? Mam do was prośbę- Jeżeli ktoś to w ogóle czyta to proszę, skomentujcie!
Pozdrawiam! :)
~ MoonLight