czwartek, 25 czerwca 2015

Rozdział 7

    
          Nie mogłem uwierzyć że to zrobiła. Nie rozumiałem dlaczego Sonia rzuciłaby się pomiędzy trzy zaklęcia a Narcyzę. Musiałem z nią porozmawiać. Musiałem ją też przeprosić za rzucenie na nią zaklęcia. Reszta huncwotów próbowała mnie przekonywać że nie byłem jedyny winny, ale oni nie rozumieli. Nie dość że byłem potworem i byłem niebezpieczny raz na miesiąc, to w dodatku byłem niebezpieczny nawet za dnia. Wiem że próbowali mnie pocieszyć, ale oni nigdy nie czuli się winni. Wstałem z mojego łóżka, i założyłem buty. Czas zobaczyć się z Sonią.
Dostałem się do skrzydła szpitalnego jak najszybciej. Wszedłem do środka. Ku mej wielkiej uldze Sonia była sama i rozbudzona. Usiadłem przy jej łóżku.
          ~ Cześć…… -Zacząłem nieśmiało.
          ~ Cześć  -Odpowiedziała uśmiechając się lekko.
          ~ Ja chciałem…   yyy…     - No wyduś to z siebie kretynie!
Sonia spojrzała się na mnie wyczekująco.
          ~ Chciałem Cie przeprosić za te zaklęcie, które rzuciłem. Chciałem trafić w Narcyzę! Przepraszam!!  -Wyrzuciłem jednym tchem.
         ~Ależ Remusie! Nie musisz za nic przepraszać! To ja odepchnęłam Narcyzę, wiec nie było w tym twojej winy!   -Sonia położyła jej rękę na mojej.
         ~Ale…. dlaczego to zrobiłaś? Przecież przez nią wylądowałaś w skrzydle szpitalnym! Zostawiła cię pod zaklęciem levicorpus przez trzy godziny! -Miałem nadzieje że uzna moje rumieńce na twarzy za oznak złości. Nie chciałem by wiedziała co do niej czuję. Sonia popatrzyła na bok, i puściła moją rękę.
         ~Po pierwsze to nie była Narcyza tylko Lucjusz, a po drugie nie chciałam byście wpadli w kłopoty.  -Odpowiedziała w końcu. Ja przytaknąłem, rozumiejąc jej dobre chęci. Chwile siedzieliśmy w ciszy.
         ~Muszę pójść na lekcje….   -Chciałbym dłużej z nią zostać, ale nie mielibyśmy o czym rozmawiać. Tylko bym ją przynudzał. Pomachałem jej na pożegnanie ręką a ona zrobiła to samo.
                                                                    

                                                                
                                                                                        ***


Szłam korytarzem gdy usłyszałam dwa głosy: Lily Evans i James Potter stali w pustym korytarzu. Zaczęłam podsłuchiwać.
          ~Wiesz Jamsie…… Długo się nad tym zastanawiałam…. Chcę wyjść z tobą do Hogsmeade w tym roku. Jednak chce być z tobą. - O super, bo brakowało tutaj obściskujących się par. Miałam sobie pójść gdy usłyszałam odpowiedź Jamesa.
          ~Nie. Nie chce być twoim chłopakiem. Przez pięć lat się za tobą uganiałem, a ty cały czas mnie odrzucałaś. Jest już za późno. -Kopara mi opadła.
          ~I naprawdę nie mam szansy tego naprawić? -Załamany głos Lily potoczył się echem po korytarzu.
          ~Obawiam się że nie. Jak już powiedziałem: jest już za późno. Przepraszam. -Lily odwróciła się i odbiegła od Jamesa. On westchnął, rozejrzał się i zobaczył mnie.
          ~Lucy? Co ty tu robisz? -Zapytał zrezygnowanym głosem. Podeszłam do niego.
          ~Przechodziłam, i usłyszałam was…. Muszę przyznać, że wydawało mi się że wyjdziesz z nią…. Mogę wiedzieć czemu z nią nie poszedłeś? -Zapytałam, czując litość do niego. Wyglądał na zrozpaczonego.
          ~ Za długo na nią czekałem. Nie mam ochoty już tego ciągnąć. -Nigdy nie widziałam Jamesa tak poważnego. Chciałam go pocieszyć, więc zaczęłam rozmowę o quidittchu. Razem rozmawiając weszliśmy do wspólnej sali Gryffindoru.
                                                                      
                                    
                                                                                           ***


Razem z Arturem męczyliśmy się nad referatem z eliksirów.
        ~Skończyłam! - powiedziałam, podpisując się. Popatrzyłam na Artura. który też kończył.
        ~Jutro przeczytamy to dobrze? ja już nie mogę… Kto by wiedział że szczęście tak trudno otrzymać! -Artur zażartował.
        ~ Hej, 'Lis, chciałabyś wpaść ze mną do Hogsmeade jutro. Wiem że umówiłaś się z twoimi przyjaciółkami, ale może wcześniej chciałabyś zajść ze  mną do Trzech Mioteł? -Nie musiał się pytać dwa razy. Rzuciłam mu się na szyję zgadzając się.

                                                                     
                                                                   
                                                                                            ***


Szłam korytarzem w stronę dormitorium marząc tylko o tym by rzucić się na łóżko i już nie wstawać.
         ~ Hej! Żetonie Nienawiści! -Usłyszałam głos za sobą. Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się pod nosem. Tylko jedna osoba potrafiłaby zrobić mi taką wiochę przed korytarzem pełnym uczniów. Udałam, że nic nie słyszałam i szłam dalej.
          ~Hej Żetusiu! nie udawaj, że nie słyszysz! -Mój brat Jack dobiegł do mnie szczerząc się do mnie.
          ~ Kiedy przestaniesz tak na mnie mówić? -Zapytałam wkurzona
          ~ Skarbie, wiesz przecież, że nie mam zamiaru przestawać! -Jack wyszczerzył się jeszcze bardziej.
Dręczył mnie tym odkąd miałam 4 lata! Bawiłam się w pirata i właśnie zaatakowałam okręt jakiegoś kupca. Wypowiedziałam wtedy słowa, które moja rodzinka zapamiętała do czasów dzisiejszych a w szczególności mój kochany braciszek. A brzmiało to tak- "Drżyjcie przede mną albowiem jestem tygrysem nienawiści! Jaskinią nienawiści! ŻETONEM NIENAWIŚCI!!!" Co poradzę, że wtedy myślałam, że żeton oznacza coś groźnego?!
           ~Dokąd idziesz Żetusiu? -Spojrzał na mnie ubawiony.
Jack był ode mnie o dwa lata starszy i był w Slytherinie ale to był chyba najfajniejszy Ślizgon na świecie!
           ~ Do dormitorium. Czeka mnie dzisiaj wypracowanie z astronomii. -Spojrzałam zrezygnowana na brata. Dobrze wiedział, że jestem beznadziejna z tego przedmiotu.
           ~ Chcesz pomocy? Mogę Ci to napisać jeśli chcesz dla mnie astronomia to nie problem. Jestem genialny jeśli chodzi o to!
           ~ Jaki skromny! -Mrugnął do mnie.
           ~To jak?
Dałam mu zeszyt z tematem, powiedziałam co i jak i przytuliłam się do niego.
           ~Dzięki - Szepnęłam mu do ucha.
           ~ Nie ma za co. Tylko pamiętaj by potem to przepisać! -Uśmiechnął się do mnie.
           ~ Jasne! Dzięki wielkie! Jesteś kochany! -Uśmiechnęłam się do niego i poszłam do dormitorium.


Mamy nadzieje że wam się spodobało. Jak zawsze, krytyki są mile widziane :)
                                                                                 ~Crucjatka                  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz