To był słoneczny dzień, nowość w Anglii, kiedy trzech czarodziejów spotkało się w Esach Floresach. Każdy z nich miał ze sobą swoją pięcioletnią córeczkę. Jedna z nich, cały czas zmieniała swój kolor włosów, śmiejąc się radośnie. Druga, patrzyła nieśmiało na nieznajomych, zza nóg ojca. Trzecia ledwo weszła i wywaliła półkę z księgami historycznymi, na szczęście jej ojciec ruchem różdżki uratował ją. Ta, nie zważając na fakt, że mogła zginąć, podbiegła do nieśmiałej dziewczynki i odciągnęła od jej taty, do tęczowo-włosej.
~ Cześć! Nazywam się Alice! Lubię jednorożce, i… I tęczę i… - W czasie gdy Alice, dziewczynka, która wywaliła półkę trajkotała sama, dwie dziewczynki popatrzyły na siebie z politowaniem.
~ A wy?
~ No więc, ja nazywam się Betty - Powiedziała tęczowo-włosa
~ Sonia! Chodź tu! - Zawołał małą ojciec. Kolorowa dziewczynka ze spuszczonymi oczami i bardzo zawstydzoną miną, odeszła do ojca, który przytulił ją i wziął na ręce.
Dwie pięciolatki spojrzały na siebie.
~ A ty? A ty? A ty? Jak się nazywasz?! - Alice skakała radośnie obok nieśmiałej pięciolatki.
~ Ja jestem Lucy. - Przedstawiła się podnosząc wysoko głowę.
W tym momencie, znudzona gadaniną dorosłych Sonia, wyrwała się z ojcowskich objęć i wróciła do koleżanek.
~ To…. Eee…. Betty? Sonia? Które jest twoje prawdziwe?- Spytała się Lucy, na co Betty/Sonia zarumieniła się.
~ Tak na prawdę to Sonia, ale nie lubię tego głupiego imienia! - tupnęła nóżką zdenerwowana.
~ Ja na szczęście swoje lubię. - Powiedziała trochę niegrzecznie Lucy, na co Alice wybuchnęła głośnym śmiechem.
Sonia spojrzała zdziwiona na śmiejącą się dziewczynkę.
~ Dlaczego się śmiejesz? - spytała.
~ A bo ja wiem? Lubie się śmiać, więc się śmieję. Lepsze to od płakania, nie? - Alice miała szeroki uśmiech na twarzy. Dwie pozostałe dziewczynki wybuchnęły śmiechem, a Alice się przyłączyła.
~ Poprosimy naszych ojców, żeby wzięli nas do lodziarni Fortescue? - Zapytała Lucy, patrząc na dziewczynki pytającym wzrokiem.
~ Super pomysł! Tato możemy iść na lody? - spytała Sonia swojego ojca.
~ Cóż, to całkiem niezły pomysł. Jak myślisz Luke? - Ojciec Alice spojrzał na zamyślonego ojca Sonii.
~ No nie wiem, Steve. Pola prosiła mnie żebym wrócił przed kolacją, co będzie za pół godziny… -odparł Luke.
Sonia spojrzała pełnymi żalu i smutku oczami na ojca.
~ Proszę Tato zgódź się! Zgódź się!
~ Nie daj się prosić stary, myślę, że Pola nie będzie zła jak zostaniesz jeszcze z godzinkę - Nalegał Steve.
~Proszę Tato chodźmy na lody! - Mały łakomczuch znowu zaczął swoje lamenty.
~ No dobra, już dobra. -odparł zrezygnowanym głosem Luke. ~ Wyślę tylko patronusa z wiadomością.
Odszedł kawałek na bok i wyczarował srebrnego jaśniejącego żurawia. Dał mu kilka instrukcji i wrócił do przyjaciół.
~Ooooh! Ja też chcem ptaszka! Mogę takiego ptaszka? - Alice patrzyła za żurawiem jak zaczarowana.
W tym samym czasie trzeci z mężczyzn spojrzał na zegarek, zawołał Lucy, podziękował za zaproszenie i powiedział:
~Niestety musimy się zbierać.
~Ale tato! Ja uwielbiam lody! - Zawołała jednocześnie z żalem, złością i smutkiem mała dziewczynka, która właśnie podeszła do ojca i zawiesiła się na jego ręce.
~Tom! Nie bądź taki! Ja zostaję, a teraz ty nie idziesz!? - Powiedział z wyrzutem Luke.
~Niestety, mam zebranie w Ministerstwie Magii i nie mogę się spóźnić. Wyobraź sobie, jakby to wyglądało, gdyby szef spóźnił się na zebranie, które sam zwołał. Z resztą, to Departament Tajemnic... Tam WSZYSCY są poważni... - Odparł, puszczając oko.
~To niesprawiedliwe! - Gniewnie krzyknęła dziewczynka. Widać było, że powstrzymuje łzy.
~Życie jest niesprawiedliwe. Pożegnaj się i idziemy. - Odparł dobitnie jej ojciec.
Dziewczynka podeszła do koleżanek, mruknęła smutne pa, pożegnała się z dorosłymi i wbiła rozżalony wzrok w swoje buty, a gdy jedna łza spłynęła jej po policzku, szybko ją starła z nadzieją, że nikt nie zdążył zobaczyć tej małej oznaki słabości i jeszcze bardziej się rozzłościła. Niewiadomą było tylko na kogo, czy na siebie, czy na jej tatę, czy na Ministerstwo Magii, przez które jej ojciec musiał się udać na zebranie, a może i na cały świat.
Ojciec pożegnał się z przyjaciółmi, wziął małą na ręce i teleportował się z głośnym trzaskiem.
~ No cóż, nie jestem pewny czy już nie pójdę, bo bez Toma, sam przyznasz, że nie ma zabawy. - Mruknął Luke
~ Wiesz, chyba masz racje. My też już się zbieramy. Chodź Alice! - Zawołał swoją pociechę Steve.
Sonia trochę zasępiona podeszła do ojca. Wiedziała że dalsze protesty nie mają sensu. Za to Alice stała w miejscu ze zdeterminowaną miną i ze skrzyżowanymi rękami.
~ Nigdzie nie idę! Chcę na lody! - Krzyczała pięciolatka.
Steve spojrzał porozumiewawczo na Luka. Podszedł do Alice i wziął wyrywającą się dziewczynkę na ręce.
~ W domu są lody. Będziesz mogła zjeść jak wrócimy - Odpowiedział znużonym głosem Steve
~ Ale ja nie chcę w domu! Chcę tutaj! W domu to nie to samo! - Dziecko zaczęło się jeszcze bardziej wyrywać.
Steve westchnął i zwrócił się do Luka:
~ Dobra , nie ma co się z nią użerać. Wracamy do domu. Do zobaczenia stary! - Odwrócił się i poszedł w stronę wyjścia z płaczącym wniebogłosy dzieckiem. Stanął na progu jeszcze raz, pomachał do kolegi i zniknął.
Luke spojrzał na swoją córkę.
~ Jak tam, spodobały ci się nowe koleżanki?
Sonia spojrzała na ojca z błyskiem w oku.
~ O tak, bardzo. Zobaczę je jeszcze? Co tato? Proszę! - Sonia spojrzała na zamyślonego ojca i dla zabawy zafarbowała sobie brwi na niebiesko.
~Myślę, że tak, a teraz chodźmy. Mama będzie czekać. - złapał dziewczynkę za rączkę i poprowadził do wyjścia.
To co o nas myślicie? Udało nam się dziś napisać! Hurra! :D
Lubicie nasze dziewczyny? Piszcie w komentarzach swoje zdanie. Krytyki miło widziane.
Wow. Po wstepnym liscie spodziewalam sie czegos... ale nie tego. Uwielbiam wasze OCs :D metamorfmagia? Count me in! Lucy jest obiecujaca, a Alice to istna burza. Nie moge sie doczekac ^^
OdpowiedzUsuńAmber